Kategorie: Wszystkie | bukiety | florystyka | inne | narty | siedlisko | wystawy | ślub
RSS
środa, 29 sierpnia 2012
Lipcowy bukiet w słonecznych barwach

Ślub odbyć się miał w drewnianym kościółku w Starej Miłosnej, przyjęcie w Otwocku Wielkim w Lipowym Gościńcu.

Motyw powtarzający się - pomarańczowa róża. Kwiaty w szklanych wazonach kielichach ozdobionych bawełnianą koronką, korespondującą z koronką na wiklinowych abażurach oświetlających salę weselną.

Bukiet Panny Młodej w kolorach lipcowej wędrówki słońca po horyzoncie - od złotem zalanego poranka do karminowego zachodu. Zmieniał barwę w zależności od pory dnia i światła.

 

Miałam obawy o róże, których na aranżacje zakupiłam prawie 300 szt. Było bardzo upalnie, co kwiaty źle znoszą, przechowywałam je od czwartku do soboty w temperaturze pokojowej, w odżywce, by rozwinęły pąki kwiatowe. Świeżość to jednak podstawa. Róże były w świetnej kondycji, a z bukietem we wtorek po ślubie Panna Młoda miała sesję zdjęciową. Ba, nawet zapasowa róża we włosy, zabezpieczona tylko klejem do żywych roślin i przechowywana w chłodzie od soboty, była świeżusieńka.

Wiele nieporozumień było z bukietem dla świadkowej. Przygotowany bukiet, pomniejszony bukiet PM, do jej pomarańczowej kreacji wydawał się idealny, niemniej musiałam przygotować bukiet ecru wg wstępnych ustaleń. Klient nasz pan, no problem and no comments.

Bukiet ecru, który jednak został przez nią wybrany:

I jeszcze raz poprzednie bukiety:

 

Róża we włosach na ceremonię ślubną była przeze mnie powiększana, tzn. doczepiałam im dodatkowe płatki (niczym rozamelia).

Miło, jak PM bezpośrednio po weselu przysyła SMS-a z podziękowaniami za dekoracje.

Do następnego wpisu

jolanda

Tagi: bukiety ślub
01:02, 1flora.1 , ślub
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 marca 2012
Motyw amarantu

Amarant wymarzyła PM, trzeba było temu sprostać.

Płatki róż PM przewiozła w trenie na salę weselną.

Pomysł ze storczykami na stołach - fantastyczny, po weselu Państwo Młodzi zabrali je do domu.

Najbardziej problematyczny bukiet w mojej karierze to ów bukiet świadkowej, robiony po prostu na czuja, prawie się udało.

Miłego wiosennego weekendu

jolanda

Tagi: ślub
09:59, 1flora.1 , ślub
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 marca 2012
Plenerowy ślub

Plenerowy ślub odbył się w parku przy Pałacu Ossolińskich w Sterdyni, przyjęcie weselne w namiocie. Dekoracje miały być skromne ze słonecznikiem w roli głównej z odrobiną czerwieni, traw; bukiet PM - związane wstążką nie za duże słoneczniki.

Didżejował  Marek Sierocki.

Ja generalnie pomagałam koleżance w tym zleceniu, dekoracje trzeba było wykonać na miejscu, a sama nie dałaby rady. Zakupy zrobione, wszystko ustalone, przygotowałyśmy wcześniej, co się tylko dało. Wydawało się proste. Pogoda dopisywała, nie było upalnie, kompozycje powstawały na zewnątrz namiotu. Ale proste nie było, bo co rusz komuś się przypominało, że potrzebna jest dekoracja dodatkowa. Skończyłyśmy dosłownie na 2 min. przed wyjściem Młodych.

Tworzymy na murku:

Na stołach biesiadnych były kompozycje ze słoneczników z dziurawcem i szklane lampiony ze świecą i kuleczkami dziurawca (Hypericum).

 Było OK, bo PM puściła do nas oko.

Poczym bezpośrednio pojechałam na mazurskie siedlisko, uszczęśliwiona resztką ostałych słoneczników, które po przyjeździe wrzuciłam do kubła, jako że nie miałam już najmniejszej ochoty na układanie jakichkolwiek kompozycji. Niemniej długo stały i cieszyły nie tylko moje oko.

Spragniona po zimie słoneczka i ciepełka chętnie wróciłam do tego zielonego, plenerowego ślubu z najbardziej słonecznym kwiatem w roli głównej.

Pozdrawiam cieplutko i słonecznie

jolanda

 

środa, 21 września 2011
I ona taka w tej białej sukience ... ślub, wesele, poprawiny

Bukiet na błogosławieństwo:

Bukiety dla rodziców:

Bukiety Panny Młodej i świadkowych:

Stylizacja Młodych, świadkowych i ich rodziców:

Ślubną ceremonię uświetnił śpiew barytonu Zbigniewa Maciasa - http://www.macias.art.pl/

Następnie Małżonkowie udali się do pobliskiego portu, popłynęli jachcikiem by zaprzysiąc również przed Neptunem.

Sala gotowa na przyjęcie gości.

Poprawiny odbyły się pod parasolami w pubie vis a vis sali weselnej. Przenieśliśmy część dekoracji. Niedziela była piękna, cieplejsza niż sobota.

Do tańca i śpiewu wtórował zespół szantowy. PM zadbała nawet o śpiewniki z tekstami co popularniejszych szant. Było biesiadnie, swojskie jedzonko z pieczonym prosiakiem w roli głównej, co do ostatniej okruszki wymiotło domowego wypieku ciasto i marynistyczne, misternie wykonane ciasteczka.

Na zakończenie - lampiony z mnóstwem życzeń.

Zabawa z wiankami była przednia, szkoda, że nie były tkane na okrągło, ale nikomu nie przeszkadzała wystająca słoma. Nie chcę myśleć o przerobieniu dodatkowych 40. paczek gipsówki, brrrr.

Mam nadzieję, że nie zadręczyłam.

Tematyka ślubno-weselna była dla mnie wielkim wyzwaniem, udało się dzięki wspaniałej współpracy z PM, dzięki pomocy jej rodziny i przyjaciół. Dzięki mojemu dostawcy kwiatów - firma Świderscy na Broniszach (Olga - jesteś wielka, jak zawsze zresztą).

Jeśli dzieci mówią o mamie "perfekcyjna Pani domu" to wiedziałam, że wszystko ma być zapięte na ostatni guzik ... Taka jest mama PM. Ale znam ją już ładnych kilka lat i wiedziałam.

Miło było spotkać brać żeglarską, trochę pożeglować we wspomnieniach i marzeniach.

Dobrej nocy życzę dla tych, co wytrwali do końca relacji - jolanda

 

 

 

I ona taka w tej białej sukience ... przygotowania końcowe

Dzień ślubu  (17.09.2011) to krzątanina członków rodziny, przyjaciół; trzeba przyznać, że zgrany kolektyw. Nie ma nerwówki, choć pewnie każdy pod wielkimi emocjami.

Zapomniałam o puszkach za samochodem. Któs kupuje puszki groszku i kukurydzy w sklepie, przekładamy zapasy do słojów, Wojtuś z Olą nawiercają, wiążą, są odpowiedzialni za przyczepienie puszek do auta po ślubie przed kościołem. To oni najwięcej mi tego dnia pomagają.

W kościele niespodzianka. Kościół udekorowany w białe i żółte margerytki, nawet ławki. Nie wiem co jest grane. Mój mąż "urabia" proboszcza, że to jakieś totalne nieporozumienie, bo ślub żeglarski, miało być biało-niebiesko ... przenosimy z księdzem jego dekoracje ("wyrzucone pieniądze") na ołtarz polowy, który jest za budynkiem kościoła. Finalnie widać, że mu się podoba, bo i kolorystyka "taka Maryjna" i to chyba jemu coś się pomyliło, pewnie zapomniał ... Alleluja!

Koleje zadanie to zawiezienie reszty dekoracji na salę - zwieszenie przy stole Młodych, muszle i ogólne spojrzenie czy wszystko OK. Znów Wojtuś z Olusiem są pomocni.

W międzyczasie wynika temat udekorowania bramki na dziedziniec przed salę, bo obsługa tego nie zrobi. Gnamy z powrotem do warsztatu-garażu, na szczęście mam pędy bluszczu, kto żyw wiąże fiolki (przygotowane w W-wie, posprajowane na złoto, w kolorze bramki), kwiatów jeszcze dostatek. No i zrobiło się naprawdę gorąco, nie tylko ze względu na obłędną letnią, wręcz upalną, pogodę. Znów kurs na salę. Dosłownie w biegu, z moim mężem (nigdy wcześniej bym nie pomyślała, że może być tak pomocny w moich przedsięwzięciach florystycznych !!) dekorujemy bramkę. Nie ma czasu na przymiarki, rozmieszczanie kwiatów etc. Telefony od taty PM, co ma mówić na błogasławieństwie, co robić, jak to jest ... czuję, że jest mocno zestresowany, próbuję go uspokoić.

Jest godz. 13.30. Błogosławieństwo o godz. 14.00, ślub godz. 15.00. Bukiety do obwiązania wstążkami. Mam poszyte różne wariacje biało-granatowe, bo takowych dostać nigdzie nie sposób. Paseczki cienki, paseczki grube, jakieś koszmarne szpilki, którym odklejają się perełki. Przyssawki do dwóch róż na triumpha. Cichaczem umykam do łazienki by wziąć prysznic, podczas gdy błogosławieństwo trwa, słychać pochlipywania mam, chyba nie tylko ich zresztą.

Już jestem spokojna. Niemniej w torebce na weselu i na poprawinach miałam klej florystyczny, kwiatki śniedka, zapasowe hortensje oraz ... nożyce do cięcia kwiatów. Wyjątkowo często myślałam w tych dniach o koordynatorkach ślubu, jakże koszmarnie nerwowe mają zajęcie.

Byłam (dalej jestem) pod wrażeniem stylizacji Młodych, świadków i swatów, jak się tam mówi, czyli rodziców ...

Ale o tym w kolejnym poście.

Miłych wrażeń - jolanda

PS. Jeszcze mnie trzyma adrenalina, choć już siedzę sobie w domku, przy kawie. Przepraszam za marne zdjęcia, ale przy takim drżeniu rąk i pośpiechu nie dawałam rady. Mam nadzieję, że powrócę z tym tematem na bloga z profesjonalnymi, w swoim czasie.

 

I ona taka w tej białej sukience ... przygotowania

I ona taka w tej białej sukience,
jak piękny ptak, który zapiera w piersi dech.
Chwyciłem mocno jej obie ręce,
oczarowany, zasłuchany w słodki śpiew.
I cała w żaglach jak w białej sukience,
jak piękny ptak, który zapiera w piersi dech.

Ślub w kościele w Polańczyku (była cerkiew greckokatolicka), w którym znajduje się cudowny obraz Matki Bożej Pięknej Miłości (kiedyś Matki Bożej Łopieńskiej). Wesele w tutejszym "Atrium".

Obie rodziny - P. Młodej i P. Młodego - z dużymi tradycjami żeglarskimi, Państwo Młodzi nie inaczej, żeglarze, weselnicy też w większości pasjonaci żeglarstwa - ślub i wesele siłą rzeczy naznaczone miało być akcentami marynistycznymi. Dekoracje miały być proste, wymowne w kolorystyce lub w dodatkach, ale bez zbędnego natłoku.

Zawitaliśmy z mężem nad Solinę z czwartku na piątek w nocy z lawetą, na której transportowany był triumph, na pace auta zaś szklane wazony, kubełki, stojaki, mnóstwo różnych dodatków florystycznych, część uwitych wianków i kwiaty do dekoracji. Miałam duże obawy odnośnie transportu roślin z Warszawy w Bieszczady, niemniej dojechały w dobrej kondycji.

Rankiem zabieram się do pracy. Pogoda letnia, ciepełko, słoneczko, warsztat mam na zewnątrz i sporo rąk do pomocy. Dziewczyny asystują mi cały dzień, są chętne i nadganiamy sporo roboty. Zaczynamy od wianków z gipsówki, których brakuje. Mozolne cięcie, robienie pęczków. Już widzę, że gipsówki zabraknie ... Kasia wymyśliła doklejenie muszelek, których mamy pod dostatkiem. Moją osobistą asystentką jest siostra PM - Klaudyna, wiernie mi towarzyszy do późnych godzin wieczornych, utyka rośliny już przy nocnej lampce. Cóż, nawet mój małżonek pomagał przy wiankach ... Nieoceniona była też Ela, która mimo weselnego manicure czyściła kwiaty, wiła wianki, supłała fiolki etc. 

Przymiarka wianków do szkła, sypanie piasku, muszelek, zaangażowała się PM, Wojtuś ... gotowe na salę.

Robi się wieczór, ciemno i niestety zimno. Skończyłyśmy z Klaudyną dekoracje do kościoła. Po wizycie na sali wracam i przenoszę się z warsztatem do garażu, już sama. Utykam kwiaty w kryzy przygotowane w domu - bukiety dla rodziców. Oczywiście stale ktoś się krząta, trudno o konspirację. Wydaje mi się, że mam niezły czas, ale jeszcze bukiet dla PM, dwa dla świadkowych, pędy do zwieszenia na salę, nie mam pomysłu co na stół Młodych ... Co rusz zagląda do mnie Ewunia, bo jest i chętna, i uwielbia pracę z kwiatami.

Jestem padnięta, nogi odmawiają posłuszeństwa. Ale Ewa jest pełna energii, klei, utyka kwiaty w fiolki ... Na stół Młodych pomaga mi zrobić dekorację w dużych muszlach. Opuszcza mnie mocno zmęczona, ale z uśmiechem na buźce.

Jeszcze TYLKO coś na stół na błogosławieństwo, jeszcze bukiet do rzucania, bo tego właściwego PM szkoda ... porządkuję warsztat ... godzina 03.30. Zasypiam pewnie w drodze z łazienki do łóżka.

Dekoracje kwiatowe opierały się głównie na hortensji - białej, jasnoniebieskiej i ciemnoniebieskiej. Ciemnoniebieską dokupiłam zamiast niebieskiego storczyka Vanda, którego nie ściągnięto, był tylko fiolet. Hortensja sprawdziła się w 100%. Przed transportem była przycięta, łodyga zaparzona i wieziona w wodzie z odżywką.

Gwoli wyjaśnienia odn. bukietu PM - hortensja biała, niebieska jasna i ciemna (po ciut), biała róża Akito, eustoma biała, ostróżka niebieska (ciut), brunia (srebrne kuleczki), starzec srebrzysty, kilka naklejonych kwiatków śniedka arabskiego, żeby współgrały z butonierką Pana Młodego.

cdn.

jolanda

sobota, 06 listopada 2010
Zamek - Dom Polonii - sala Menaż - PUŁTUSK

Sierpień 2010 - piękne miejsce na ślub i wesele. Zielony, stary park nad Narwią, zamek ...

Upalny dzień i transport dekoracji z Warszawy ... porażka. Niemile wspominam ten dzień, z wielu powodów, nawet nie chce mi się pisać na ten temat.

W sumie z dekoracji byłam dumna, 2 kompozycje sceniczne wyszły b. okazałe, nowatorskie choć utrzymane w konwencji łąkowej, jak pozostałe. Robione były na miejscu, bo nie zmieściłybyśmy ich do auta.

Patent na osłonki kompozycji na stoły okazał się b. trafiony i elegancki, czego nie widać w misz-maszu potraw i napojów stojących w sąsiedztwie. Stoły były mocno zatłoczone i kwiaty ginęly na nich. A wystarczyło je lekko podwyższyć i byłoby OK.

Paskudna szatnia na wejściu wyszła i tak nieźle. Plan stołów - mało zawału nie dostałam, jak wystawiono sztalugi z nim. Na biegu coś udrapowałyśmy.

Koszmarne były pokrowce na krzesła, bo szyte nie na ten model, nijak nie radziłam sobie z przypinaniem na szpilki dekorów. Podobno spadały, ale nie dziwię się, bo materiał w większości był tak naprężony, że niemalże trzaskał. Nie wiem po co te pokrowce, bo krzesła były piękne, czerwone, a motyw czerwieni przewijał się w stylizacji PM - buty, bukiet, auto itd.

Nie wzięłam aparatu fotograficznego, wcześniej nawet zdjęć roboczych nie było kiedy zrobić. W czasie dekorowania dowiózł mi go mój małżonek. Trochę natrzaskaliśmy kilometrów. W sumie byłam aż 3 razy w Pułtusku + dowiezienie aparatu (na szczęście mąż musiał dowieźć towar do Marek, a to jest mniej więcej połowa drogi do Pułtuska, można rzec, że trochę po drodze mu było).

Bukiet PM też porażka, trochę i z mojego powodu, kula z czerwonych róż, była za duża, za ciężka ... Róże do bukietu były b. słabo rozwinięte, musiałam dużo ich użyć do zapełnienia kuli - dodatkowy ciężar. Kwiaty dostarczyła mi hurtownia, bo gdybym sama wybierała ... Transportowanie autem wiszącej kuli w taki upał ok. 100 km - tragedia. Róża jest b. wrażliwa. Bukiet świadkowej z kremowej eustomy był świeżusieńki, PM niekoniecznie jak"spod igły".

Nawet zdjęć nie mam, bo PM zabrała bukiet na ślub, jak mój mąż przywiózł aparat foto, to bukietów już nie było.

Bukiet PM podobno wyglądał b. ładnie, ja mam jednak niesmak, bo niesprzyjające okoliczności mogłam przewidzieć ... Albo zasugerować inny bukiet.

A może to tylko moje florystyczne oko ... No cóż, całe życie się człowiek uczy.

 

PS. Motyw z cytrą, puzonem, kontrabasowym gryfem oraz nutkami intrygował i wzbudził spore zainteresowanie. Gdyby nie te nieszczęsne wieszaki byłoby bosko.

Pozdrawiam serdecznie - jolanda

mój pierwszy blog

Tagi: ślub
00:00, 1flora.1 , ślub
Link Dodaj komentarz »