Blog > Komentarze do wpisu
I ona taka w tej białej sukience ... przygotowania

I ona taka w tej białej sukience,
jak piękny ptak, który zapiera w piersi dech.
Chwyciłem mocno jej obie ręce,
oczarowany, zasłuchany w słodki śpiew.
I cała w żaglach jak w białej sukience,
jak piękny ptak, który zapiera w piersi dech.

Ślub w kościele w Polańczyku (była cerkiew greckokatolicka), w którym znajduje się cudowny obraz Matki Bożej Pięknej Miłości (kiedyś Matki Bożej Łopieńskiej). Wesele w tutejszym "Atrium".

Obie rodziny - P. Młodej i P. Młodego - z dużymi tradycjami żeglarskimi, Państwo Młodzi nie inaczej, żeglarze, weselnicy też w większości pasjonaci żeglarstwa - ślub i wesele siłą rzeczy naznaczone miało być akcentami marynistycznymi. Dekoracje miały być proste, wymowne w kolorystyce lub w dodatkach, ale bez zbędnego natłoku.

Zawitaliśmy z mężem nad Solinę z czwartku na piątek w nocy z lawetą, na której transportowany był triumph, na pace auta zaś szklane wazony, kubełki, stojaki, mnóstwo różnych dodatków florystycznych, część uwitych wianków i kwiaty do dekoracji. Miałam duże obawy odnośnie transportu roślin z Warszawy w Bieszczady, niemniej dojechały w dobrej kondycji.

Rankiem zabieram się do pracy. Pogoda letnia, ciepełko, słoneczko, warsztat mam na zewnątrz i sporo rąk do pomocy. Dziewczyny asystują mi cały dzień, są chętne i nadganiamy sporo roboty. Zaczynamy od wianków z gipsówki, których brakuje. Mozolne cięcie, robienie pęczków. Już widzę, że gipsówki zabraknie ... Kasia wymyśliła doklejenie muszelek, których mamy pod dostatkiem. Moją osobistą asystentką jest siostra PM - Klaudyna, wiernie mi towarzyszy do późnych godzin wieczornych, utyka rośliny już przy nocnej lampce. Cóż, nawet mój małżonek pomagał przy wiankach ... Nieoceniona była też Ela, która mimo weselnego manicure czyściła kwiaty, wiła wianki, supłała fiolki etc. 

Przymiarka wianków do szkła, sypanie piasku, muszelek, zaangażowała się PM, Wojtuś ... gotowe na salę.

Robi się wieczór, ciemno i niestety zimno. Skończyłyśmy z Klaudyną dekoracje do kościoła. Po wizycie na sali wracam i przenoszę się z warsztatem do garażu, już sama. Utykam kwiaty w kryzy przygotowane w domu - bukiety dla rodziców. Oczywiście stale ktoś się krząta, trudno o konspirację. Wydaje mi się, że mam niezły czas, ale jeszcze bukiet dla PM, dwa dla świadkowych, pędy do zwieszenia na salę, nie mam pomysłu co na stół Młodych ... Co rusz zagląda do mnie Ewunia, bo jest i chętna, i uwielbia pracę z kwiatami.

Jestem padnięta, nogi odmawiają posłuszeństwa. Ale Ewa jest pełna energii, klei, utyka kwiaty w fiolki ... Na stół Młodych pomaga mi zrobić dekorację w dużych muszlach. Opuszcza mnie mocno zmęczona, ale z uśmiechem na buźce.

Jeszcze TYLKO coś na stół na błogosławieństwo, jeszcze bukiet do rzucania, bo tego właściwego PM szkoda ... porządkuję warsztat ... godzina 03.30. Zasypiam pewnie w drodze z łazienki do łóżka.

Dekoracje kwiatowe opierały się głównie na hortensji - białej, jasnoniebieskiej i ciemnoniebieskiej. Ciemnoniebieską dokupiłam zamiast niebieskiego storczyka Vanda, którego nie ściągnięto, był tylko fiolet. Hortensja sprawdziła się w 100%. Przed transportem była przycięta, łodyga zaparzona i wieziona w wodzie z odżywką.

Gwoli wyjaśnienia odn. bukietu PM - hortensja biała, niebieska jasna i ciemna (po ciut), biała róża Akito, eustoma biała, ostróżka niebieska (ciut), brunia (srebrne kuleczki), starzec srebrzysty, kilka naklejonych kwiatków śniedka arabskiego, żeby współgrały z butonierką Pana Młodego.

cdn.

jolanda

środa, 21 września 2011, 1flora.1

Polecane wpisy