Blog > Komentarze do wpisu
Nietypowo - narty w Andorze

Jest kilka powodów, dla których zamieszczam tę relację.

1/ miesiąc miodowy na nartach, a może i w hotelu igloo – to dość oryginalny pomysł dla nowożeńców;

 2/ Latem w Andorze narciarzy zastępują miłośnicy rowerów górskich;

 3/ Grandvaliria to świetny rejon narciarski, również dla całej rodziny;

 4/ Pireneje katalońskie (Pirneje Wschodnie) wywarły na mnie wielkie wrażenie, mimo że podziwiałam je głównie z okien autobusu w drodze powrotnej na lotnisko do Barcelony(stąd nienajlepsze zdjęcia).

Nad zielenią drzew wyrosły, jakby monumentalne kamienne postacie. Tajemnicze, wyczekujące ...

Takie wrażenia pozostają gdzieś w sercu, kto wie, może kiedyś powrócą inspirując jakieś poczynania artystyczne. Mogą być wielkim natchnieniem.

 07-14 marca 2010 r.

Dziwne to uczucie, gdy z lotniska w Barcelonie, stolicy Costa Brava, katalońskiego wybrzeża słonecznych plaż, wychodzi się z nartami. Girona (lotnisko) przywitało nas ulewnym deszczem, po 3,5 godz. (180 km) podróży autobusem do Grandvalirii w Andorze , docelowe Canillo powitało nas, w środku nocy, kompletnie zasypane śniegiem.

Śnieżyło jeszcze cały dzień i noc. W poniedziałek nie było mowy o nartach.Ten dzień przydał nam się jednak na zamianę, w następnej miejscowości narciarskiej (Soldeu), walizki mego męża (w obecnej miał m.in. damskie klapki japonki i stringi). Miejscowe autobusy obcykaliśmy zatem na wstępie pobytu, linia L3 lub L4. W śniegowe, wolne od nart, popołudnie pojechaliśmy do stolicy Andory La Vella, miasta położonego w dolinie otoczonej majestatycznymi górami.

Wszędzie pełno kuszących napisów „wielka wyprzedaż”, „promocja”. Sporo tańsze papierosy, alkohole; kosmetyki – ceny, jak na wolnocłówce; taniej, niż u nas w kraju, markowe zegarki (Rollex, Schaffhausen) dla amatorów wysokiego prestiżu czy ekskluzywnej ekstrawagancji. Ceny elektroniki niewiele różnią się od naszych cen. Gdyby nie rzesze Rosjan, zapewne byłoby taniej.

Trochę informacji o samej Andorze i regionie narciarskim Grandvalira.

Andora jest państwem leżącym w południowo-zachodniej Europie, w Pirenejach, w dolinie rzeki Valira i jej dopływów. Graniczy z Francją i Hiszpanią. Wysokie góry i wąskie doliny pokrywają całą Andorę. Jest ona najwyżej położonym zamieszkanym krajem w Europie.

Andora to jedyne państwo na świecie, w którym językiem urzędowym jest kataloński, choć mówi się też po hiszpańsku i francusku. Niemniej można dogadać się po angielsku, choć coraz więcej sprzedawców mówi po rosyjsku (rosyjscy turyści należą do grupy zostawiającej najwięcej pieniędzy). Zastanawiające, że najlepszy w Soldeu hotel to pięciogwiazdkowy Ermitaż (czy nazwa nie ze względu na Rosjan?).

Rdzenni Andorczycy są mniejszością we własnym kraju.

Cała Andora to jedna strefa wolnocłowa.

Oficjalne określenie systemu politycznego Andory brzmi: „niezależne parlamentarne dwuksięstwo”. Głową, a raczej głowami państwa są dwaj współksiążęta w osobach hiszpańskiego biskupa Urgell oraz prezydenta Francji.

Najwyższe szczyty to: Pic Alt de la Coma Pedrosa 2946 m n.p.m. Połowa granic znajduje się powyżej 2500 m n.p.m. Krajobraz górski urozmaicają polodowcowe jeziorka i bystre rzeki.

Powierzchnia 468 km2, ok. 80 tys. mieszkańców.

Choć kraj pozostaje poza Unią Europejską, jego walutą jest euro.

 Grandvalira - ośrodek narciarski w Andorze – to dobrze naśnieżone stoki, ponad 300 słonecznych dni w roku, baseny termalne, zakupy w strefie wolnocłowej, bogata oferta rekreacyjna, rozrywkowa i gastronomiczna.

 

Grandvalira obejmuje stacje narciarskie: Encamp, Canillo, El Tarter, Soldeu, Grau Roig i Pas de la Casa. Na wysokości 1 710 m - 2 640 m i obszarze 1 640 ha znajduje się 193 km tras (110 tras, w tym: 18 zielonych, 38 niebieskich, 32 czerwonych i 22 czarnych). Dodatkowo są 4 trasy dziewicze, snow parki dla początkujących i zaawansowanych, specjalnie przygotowane trasy dla snowboardzistów oraz Mickey Snow Club dla dzieci.

Istnieją tu znakomite „ośle łączki”, na których instruktorzy, przebrani za postaci z bajek Disneya, uczą najmłodszych narciarzy podstawowych technik. Kraj wygląda tak, jakby zaprojektowano go z myślą o młodych rodzinach.

Trasy obsługuje 67 wyciągów przewożących w godzinę 100 tys. 700 narciarzy! Poza czterema gondolami są to najczęściej 2-, 4- i 6-osobowe nowoczesne kanapy. Jest też kilka orczyków poprowadzonych ku najbardziej malowniczym szlakom.

Jedyną niedogodnością nowoczesnych kanap jest brak osłon z pleksi. Doskwiera to tym bardziej, że wyciągi są długie, do 2,5 km, a góry niezbyt gęsto zalesione i można nieźle zmarznąć.

Pomimo, że to marzec i słoneczko świeciło codziennie (oprócz pierwszego dnia), marźliśmy na wyciągach, bo był spory mróz (w Canillo -8 st.), w górze sporo więcej, potęgował go wiatr.

Wszystkie trasy znakomicie przygotowane, szerokie i puste. Prawie wszędzie można też zboczyć w puch - to raj dla freeriderów.

Po obfitych poniedziałkowych opadach, a śnieżyło jeszcze o północy, rano było słonecznie i większość stoków było zratrakowanych i wspaniale przygotowanych do szusowania.

 

Nigdy w życiu nie widziałem tak pustych tras, tak małej liczby ludzi i całkowitego braku kolejek do wyciągów. Niejednokrotnie zjeżdżając byliśmy sami na stoku.

[img]http://images43.fotosik.pl/275/8fcce57463b43322med.jpg[/img]

Zaskakujące są zmieniające się widoki. Od strony zachodniej, bliżej miasta Encamp, góry są w dużej mierze zalesione, przypominają trochę nasze Beskidy.

 Im bliżej zamykającego dolinę Grau Roig, krajobraz staje się bardziej „alpejski” i przypomina lodowo-śniegową pustynię urozmaiconą skalnymi turniami, tu góry przywodzą na myśl Dolomity, w Andorze nie ma bowiem żadnego lodowca.

 Nie widziałam w Canillo i Soldeu hoteli poniżej 4. gwiazdek.

Wiele z andorskich hoteli daje możliwość zakładania nart na progu hotelu, jest jednak miejscówka, która bliskością śniegu przebija inne. To położony na wysokości 2300 m n.p.m. Igloo Hotel.

Co roku trzeba budować go na nowo – podstawą konstrukcji hotelu jest… balon oblepiony śniegiem. W sumie zużywa się aż trzy tysiące ton białego puchu.

W kilku miejscach znaleźliśmy igloo-bary - siedzi się w nich na lodowych ławach, przykrytych owczymi skórami, ściany pokrywają lodowe płaskorzeźby.

Przepraszam za jakość fotek, ale robiłam je aparatem telefonicznym.

W mijanych po drodze miasteczkach wyraźnie widać, że jestem w kraju, w którym czego jak czego, ale skał nie brakuje – od wieków tradycyjny tutejszy budulec stanowią kamienne bloki.

Nasz hotel (zdjęcie zrobione przez szybę autokaru):

Ciekawa architektura z Canillo; szara skała nie musi być przygnębiająca ...

 Jeśli zaś chodzi o kuchnię, Andora stała się naszym narciarskim numerem 1.

Jedzenie wprost wyborne. Prosecco i in. wina w cenie na śniadanie (nie korzystaliśmy, chyba raz w Dzień Kobiet panowie nas częstowali), tace świeżych ananasów, arbuzów, melonów i in. owoców cytrusowych – standard. Obowiązkowo pa amb tomaquet – grzanki z wcieranym pomidorem, czosnkiem, oliwą i dowolnymi doddatkami.

Dania francuskie i katalońskie, świeże owoce morza (od Morza Śródziemnego dzieli księstwo tylko 50 km), ślimaki, dojrzewające szynki pata negra z Salamanki, mnóstwo warzyw świeżych, grilowanych, gotowanych, dużo baraniny (nienawidzę!), ale inne mięsa i ryby - wyborne, na deser prosty lecz przepyszny crema catalana, pomijam inne.

Piwo i wino w cenie wody mineralnej.

Kolacje jada się b. późno, najwcześniej o 20.00 (o zgrozo!). Przynajmniej w naszym hotelu.

B. długi dzień, bo w marcu zapadał zmrok ok. godz. 19.30.

Na stokach w barach niewielki wybór. Nigdzie nie widziałam desek szynek czy serów na przekąskę (talerz specjałów). Nie przywędrowało tu jeszcze alpejskie bombardino (bomba kaloryczna !)czy williams z gruszką na wykałaczce. Nie było zatem obżarstwa i opilstwa na stokach, bo pokus mało. Wino grzane niespecjalne, choć aromatyczne, nasz grzaniec galicyjski zdecydowanie lepszy.

Pielęgnują stare gadżety, zdjęcia. Wszystkie tego typu detale stoją bądź wiszą, wyeksponowane cieszą oko. Jak zresztą w alpejskich hotelach, restauracjach.

 

Pozdrawiam serdecznie - jolanda

mój pierwszy blog

 

poniedziałek, 22 marca 2010, 1flora.1
Tagi: narty